Wczoraj w Burkach był tłok jak diabli, o „miejsce parkingowe”
przy koniowiązie trudno jak na parkingu Silesii przed świętami, więc nie
zwróciłam na nią uwagi. Dopiero podczas jazdy rzuciła mi się w oczy. Drobne to,
małe, ale dopalone. Jedziemy w sześć koni, galop, a ona zamiast trzymać się
mojego zadu, zaczyna wyprzedzać! Mało mnie szlag nie trafił – jak śmie, taka szczeniaka,
krzyczę - nie wyprzedzaj, wracaj za zad!
Aldonka nic, bezczelne
oczyska, głupi uśmieszek i wio!!! Jak ją kopnę, to nogami się nakryje, małpa
jedna, Aldona … psia krew!... (Końska raczej...)
Pcha się niczym motorynki w Rzymie, już ją mam między nogami,
pod koniem, z lewa, z prawa, wierci się jak bąk, chyba zwariuję!
Trochę się zmachała, bo przestała się rzucać, odpuściła… cóż,
młoda, nie ma kondycji jak starzy, doświadczeni.
Wróciliśmy do stajni, bezczelniara jeszcze podskakiwała na
myjce, łepetynę zadzierała, CZY NIKT JEJ NIE POWIEDZIAŁ, ŻE MA ZA KRÓTKIE
NÓŻKI, że jest kucykiem i w okrutnej rasistowskiej hierarchii koników jest tym gorszym??
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz