piątek, 27 marca 2015
wtorek, 10 lutego 2015
Głupota frymuśnych panienek
W tym
wypadku właściwie naiwność i głupota scenarzysty filmu Australia (2008), gdzie
Nicole Kidman gra jakąś arystokratkę, która pojechała do Australii w sprawie
zamordowanego męża.
A tam ranczo, bydło i spęd trwający kilka dni. Co robi
„frymuśna” panienka? Ubiera oficerki (miała potem grzyba na nogach - stąd nazwa
takich butów- kozaki), a koniowi (jakiś folblut to był) czerwony (piekny) czaprak i angielskie siodło i
tak sobie jadą… hehe, przez kurz, rzekę, kanion, kilometry półpustyni i całej
pustyni …
Ja myślałam, że arystokratka wraz z niebieską krwią ma pompowane do
mózgu trochę mądrości, pokory do świata i do prostych pastuchów, którzy od
dziesiątków lat przemierzają na koniach kilometry pastwisk a nie lansują się na
parcoursach podczas konkursu dressagu (ujeżdżenia).
Na „Dalekich Pastwiskach” to kulbaka jest
najlepszym przyjacielem konia, a także człowieka. Pięknie pokazywał to
Cejrowski na filmie o farmach w Wenezueli. Kulbaka rozmieszcza ciężar jeźdżca po całym grzbiecie konia i chroni jego kłąb itd , itd...
Kiedyś
znajomy leśnik z Bieszczad śmiał się z nowobogackich z początku 90tych lat,
którzy pragnąc popodziwiać piękno Bieszczad z końskiego grzbietu uznali, że
huculski grzbiet jest uwłaczający ich statusowi, więc przywieźli swoje piękne,
wyrasowane konie. Konie oczy mają, więc te arystokratyczne, wypieszczone i wydepilowane
także – wściekły się, że mają jeździć po bezdrożach a nawet bezduktach,
bezścieżkach i wydupiach, gryzionie przez muszki, meszki, gzy, bąki i komary, zrobiły więc taki pokaz woltyżerki,
że hucułom szczęki opadły i tylko wędzidła je trzymały na miejscu.
Zaufajcie
tubylcom, czasem rezygnacja z utartych „miastowych” przyzwyczajeń wychodzi
tylko na dobre – koniom i ludziom, a kulbaka jest ich najlepszym przyjacielem
(wpis z 28.07.2013).
PS
Ten film- Australia – ckliwo-naiwny, można sobie darować, chyba, że ktoś lubi
takie bolywoodzkie produkcje.
piątek, 6 lutego 2015
Żurawiejek nikt już nie śpiewa
Co to
było?
Wszechwiedząca
„Wiki” podaje po polsku i angielsku (ciekawe, dlaczego nie po rosyjsku?):
Żurawiejka –
krótki, najczęściej dwuwierszowy, żartobliwy kuplet układany
dla poszczególnychpułków kawalerii[1], oceniający z ironią i czarnym humorem ich wojenne losy. Żurawiejki
charakterystyczne były dla kawalerii polskiej oraz
rosyjskiej.
Zwyczaj, jak również nazwa, pochodzi z
tradycji kawalerii rosyjskiej i została przejęta przez polskich kawalerzystów
okresu międzywojennego. Nazwa pochodzi albo od rosyjskiego słowa „żuraw”, co by oznaczało pieśń tak jak on
przelotną, albo wprost od tytułu popularnej rosyjskiej pieśni żołnierskiej Żuraw (ros. Журавль)[2].
Za twórcę żurawiejek
uchodzi rosyjski poeta Michaił Lermontow,
który zaczął je tworzyć pełniąc służbę w armii rosyjskiej jako junkier.
Dlaczego nikt już nie zaśpiewa? Bo
zorientowałam się, że współczesna młodzież W OGÓLE nie umie NIC
śpiewać;-((((((((((((
Pewnego dnia, rysując na mojej lekcji warzywa
(mam takie hobby- nie ma to jak namalowana kapusta, seler lub cebule -
najlepiej w liczbie trzech, przetwory nie wchodzą w rachubę - przecier ogórkowy
lub mrożonka jarzynowa się nie łapią) zaczęła (ta młodzież) śpiewać „ogórek,
ogórek”. Pomyślałam „dobrze jest’ może jeszcze namalują pomidory (adios, słoneczka zachodzące, za mój jesienny
stół) i marchewkowe pole oraz, Strowbeery hills. Niestety, okazało
się, że współczesna młodzież zna oprócz piosenek z przedszkola (Mała Micitanka była najlepsza) tylko,
powtarzam - TYLKO! kolędy i pieśni religijne ( Bóg
się rodzi, Przybieżeli, Barka itp.)
i może nawet prawica byłaby szczęśliwa z tego powodu, lecz niech nie będzie. Świadczy
to bowiem o zamieraniu śpiewanej kultury polski, tej biesiadnej, tej - może nie z
górnej półki, ale bez tej rajdowo-kolonijnie-obozowej, nie będzie żadnej innej!
BŁAGAM, MŁODZIEŻY- ZACZNIJCIE ŚPIEWAĆ!!! Błagam, dorośli - zacznijcie uczyć młodzież śpiewać!!!!
Oto parę „kawałków” o koniach:
Konie zielone przebiegły galopem
Na życzenie czytelników:
Jechali kazaki
Wschód słońca w stadninie koni
Na życzenie czytelników:
Jechali kazaki
Wschód słońca w stadninie koni
czwartek, 5 lutego 2015
Kwadratura konia
Pisałam
kiedyś na temat koni jeżdżących w Morskim Oku (9.08.2013 Konie pod Morskim Okiem) z turystami i okazuje się, że
jest to temat nadal budzący konflikty.
Właśnie
Polityka z 5 lutego 2015 zamieściła artykuł „Kwadratura konia” dotyczący rzeszy
ekspertów i serii badań związanych ze stanem zdrowia i stopniem eksploatacji
koni ciągnących w Tatrach wozy. Eksperci nie twierdzą, że konie te są maltretowane, owszem pracują dość ciężko, ale nie jest to ponad ich siły lub wycieńczające.
Mimo to, we wszelkich debatach na ten temat przewija się motyw zastąpienia koni meleksami…
no to, to już świetny pomysł- w ramach troski o konie weźmy je wszystkie
zlikwidujmy i wyślijmy do rzeźni… super
inteligentnie.
Więc
idąc tą drogą może pozbądźmy się psów pracujących na lawiniskach (może spaść
na nie druga lawina), te polujące (no proszę was - cała idea polowania to już
skandal) a mogą zostać pogryzione, zranione, podtopione, zmarznięte. Psy
ciągnące sanki na Grenlandii, a bernardyny - noszą beczkę grzańca na szyi a
napić się nie mogą;-( Wykorzystanie słoni w Azji urąga wszelkim przepisom bhp, kodeksu pracy, etyki, normom UE (uppps, to nie
Europa, no to chociaż tych przepisów spęlniać nie muszą) dźwigają tonowe bale i są deptane po głowie.
Więc zieloni chcą wywalić wszystkie konie,
zastąpić je plastikiem, meleksem, elektryką (wspólny z koniem ma nawyk
kopania), cyborgami, androidami i tanią siłą ze wschodu, bo ludzie mogą się
męczyć.
Wtedy będą wszyscy szczęśliwi, zapomną jak
wyglądają czworonogi, staniemy się drugą plastikową Japonią, co było marzeniem
Wałęsy (więc jeszcze prezydent będzie się cieszył) i co tam, że kontakt z
naturą, zwierzęciem, mozołem i szacunkiem do pracy może być wychowawczy.
Za
50 lat nas też zastąpią plastikowe cacka z elektronicznymi bebechami, no bo co
mamy się tak męczyć i męczyć a nawet umrzeć czasem, do rzeźni z nami ale już!
niedziela, 1 lutego 2015
Laska w stringach
Pogoda
boska, ferie się zaczęły… czy może być coś piękniejszego? No chyba, że konie
lub narty na dokładkę. W niedzielę narty są ryzykowne, w piękną niedzielę na
początku ferii wręcz karkołomne, więc konie.
Stajnia,
cisza w dziełach natury wokół mnie
(jeśli ktoś nie wie, co to dzieło natury -
to o drzewa chodziło, gdy moja córka w piątej klasie pisała wypracowanie, a wiedziała,
że powtórzenia są nie na miejscu), tylko … dzięcioły – jedyne pracowite istoty,
nawet w niedzielę stukają.
Szefowa
z uśmiechem od ucha do ucha (dobrze, że je miała… inaczej mogłoby zębów
zabraknąć)opowiada o nowej lasce,
która się w stajni pojawiła. … Jaka ładna, z czarną grzywką, może troszeczkę za dużo sadełka, ale anorektyczki są
złośliwe (coś w tym jest, muszę przemyśleć), miła, intelignetna, szybko się uczy, przyjazna, a jaka chętna do
pracy! Myślę sobie - ma nową opiekunkę do dziecka?
Ale
jak szefowa powiedziała, że bez stringów do roboty nie rusza (nie szefowa,
tylko ta nowa laska), no to hmmm tylko jedna profesja mi została, ale żeby w
Burkach taniec na rurze miał wzięcie, to się nie spodziewałam.
No dobra, zostałam wkręcona, ta laska, to nowa klaczka
a springi to podogonie… ale warta jest wszystkich pieniędzy… dupką na ósemkach
kręci jak należy, bioderka apetycznie zaokrąglone, błysk w oku jak się patrzy (jak nie, to też błyska, ale tylko w czasie rui (ta uwaga tylko dla
wtajemniczonych;-)niedziela, 18 stycznia 2015
Musztarda po "Trzech Królach"
Zwykle jest "musztarda po obiedzie", a mnie wyszło po 3Królach... a wszystko przez to, że nie było o czym pisać- dzień był piękny, prawdziwy zimowy śnieżek, słoneczko,
- chodź mężusiu, pójdziemy obejrzeć koniaiwielbłąda;-))
...a może jeszcze osiołek będzie;-)
Sprawdziliśmy u wujka google, że zaraz po 12.00 JEDYNA w powiecie procesja trzech króli idzie z koscioła na Ksawerze...
Lecimy z aparatem- jak te aparaty. Pod kościołem kłębią się dzieciaki w papierowych koronach, tatusiowie uwijają z sankami, podniecenie i oczekiwanie.
Na kościele plakat z litanią sponsorów uroczystości - aż serce rośnie, ilu hojnych ludzi nosi Ziemia Będzińska.
Węszę- co jak co, ale zapach konia i jego kupy poznam na kilometr... może za kościołem? Dyrdamy więc z mężem za kościół- tam tylko maluchy skaczą do jakiejś nory pod schodami i jeden się przechwala, jaki wspaniały biznes zrobi na handlu awatarami. Może awatary miały być na koniach, ale trzech króli to już z pewnością nie. Swoją drogą, to nie gramatycznie- trzech króli, to jak zwierzaków (moli) bo ludzi to teraz królów. No ale oni jechali dawno temu, kiedy mówiło się "króli", a teraz, to już nie wiem jak podążali - lecieli perpedes, chyba - nie wiem tego, bo po dokładnym zbadaniu za pomocą wzroku i węchu (wzrok mam słaby- mógłby mnie oszukać, ale do kupy z nosem, to działa poprawnie), więc wiedziałam już- żadnej kupy tam nie było, ani konia, ani osiołka, ani wielbłąda... poszliśmy więc do domu ;-(
Każda sprawa ma wiele stron- więc tu też był pozytyw- nie wzięliśmy ze sobą naszej 3 letniej wnuczki- bo jak dziecku wytłumaczyć, że zamiast konia zobaczy tekturową koronę safundowaną przez hojnych i licznych sponsorów??
Więc co się dziwić, że nawet pisać mi się o tym nie chciało...
- chodź mężusiu, pójdziemy obejrzeć koniaiwielbłąda;-))
...a może jeszcze osiołek będzie;-)
Sprawdziliśmy u wujka google, że zaraz po 12.00 JEDYNA w powiecie procesja trzech króli idzie z koscioła na Ksawerze...
Lecimy z aparatem- jak te aparaty. Pod kościołem kłębią się dzieciaki w papierowych koronach, tatusiowie uwijają z sankami, podniecenie i oczekiwanie.
Na kościele plakat z litanią sponsorów uroczystości - aż serce rośnie, ilu hojnych ludzi nosi Ziemia Będzińska.
Węszę- co jak co, ale zapach konia i jego kupy poznam na kilometr... może za kościołem? Dyrdamy więc z mężem za kościół- tam tylko maluchy skaczą do jakiejś nory pod schodami i jeden się przechwala, jaki wspaniały biznes zrobi na handlu awatarami. Może awatary miały być na koniach, ale trzech króli to już z pewnością nie. Swoją drogą, to nie gramatycznie- trzech króli, to jak zwierzaków (moli) bo ludzi to teraz królów. No ale oni jechali dawno temu, kiedy mówiło się "króli", a teraz, to już nie wiem jak podążali - lecieli perpedes, chyba - nie wiem tego, bo po dokładnym zbadaniu za pomocą wzroku i węchu (wzrok mam słaby- mógłby mnie oszukać, ale do kupy z nosem, to działa poprawnie), więc wiedziałam już- żadnej kupy tam nie było, ani konia, ani osiołka, ani wielbłąda... poszliśmy więc do domu ;-(
Każda sprawa ma wiele stron- więc tu też był pozytyw- nie wzięliśmy ze sobą naszej 3 letniej wnuczki- bo jak dziecku wytłumaczyć, że zamiast konia zobaczy tekturową koronę safundowaną przez hojnych i licznych sponsorów??
Więc co się dziwić, że nawet pisać mi się o tym nie chciało...
sobota, 10 stycznia 2015
Dajcie żyć jednorożcom, bo zostaną tylko czarne konie apokalipsy
Jutro WOSP znowu zagra, mam nadzieję, że nie będę musiała pisać ponownie takiego postu jak rok temu:
Wściekłam się, BARDZO!!!!
O tę babę - Pawłowicz, która postanowiła dla swojej kariery w PiSie zniszczyć wszystko co najlepsze w naszym narodzie, zniszczyć dla swoich egoistycznych celów dar serca, najpiękniejszy dar, jaki można dawać innym. Ona ma głęboko w … tych wszystkich, których życie, czy zdrowie, uratowały dary zebrane dzięki inicjatywie Owsiaka i NASZEJ hojności.
Ona potrafi tylko pluć jadem. Jałowy, zły człowiek!
Czy zrobiła coś tak wielkiego jak Owsiak???
Jeśli jest tylko zwykłym zjadaczem chleba, to niech zamknie jadaczkę i nie chwali się, że NIGDY nie dała nic na WOŚP, bo to znaczy, że NIGDY nie czuła tej solidarności, tej radości bycia razem, robienia czegoś dobrego z innymi, ratowania cudzego życia.
Jakim prawem Pawłowicz chce zniszczyć taką piękną inicjatywę???
Dlaczego, dla jakich nędznych celów?
Kiedyś Ziobro zniszczył polską transplantację tylko po to, aby zadowolić prezesa Kaczyńskiego, teraz ta kobieta emitująca TYLKO jezyk nienawiści chce zniszczyć piękną, czystą ideę, bo SAMA nie wyobraża sobie, że ktoś może robić coś bezinteresownie.
NIE ZGADZAM SIĘ NA DOBIJNIE KONI! OWSIAK JEST DLA MNIE JAK PIĘKNY JEDNOROŻEC, KTÓRY CZYNI NAS LEPSZYMI.
Wierzę, że ludzie są naprawialni, że dobro zwycięża zło i głupotę, że nie trzeba kogoś nienawidzić, mimo, że jest się z innej opcji.
Bo jeśli nie, to prowadzi to do Talibanu...
Wierzę, że ludzie są naprawialni, że dobro zwycięża zło i głupotę, że nie trzeba kogoś nienawidzić, mimo, że jest się z innej opcji.
Bo jeśli nie, to prowadzi to do Talibanu...
sobota, 3 stycznia 2015
Najczęściej od "dupystrony"
... dają się fotografować konie, bo inne zwierzaki "konio-podobne" lub nawet niepodobne, to można sfotografować od pyska, mordy, buźki a nawet kubasa (kubas=mug po angielsku, a wy myśleliście, że to literówka??? hahaha).
Oto przykłady:
Oto przykłady:
Uwaga - poniższy zad a właściwie to dwa dozwolony dla pełnoletnich!!
A tu inne zwerzątka:
Gołębie mają podobną do koni mentalność:
...a czym różnią się gołębie od zwłaszczy?
Wszędzie prezentują kupry- a zwłaszcza na moim balkonie
czwartek, 25 grudnia 2014
Mord rytualny wiecznie żywy
Co
łączy karpia z koniem? Pozornie nic – jedno w wodzie, drugie w powietrzu, jedno
ma nóżki krótkie i machające, drugie długie, z jednym palcem i galopujące, … ale jest coś (oprócz tego, że oba żrą
zielone)… konie jadą żywe do włoskich konsumentów, a karpie żywe do polskich.
Uboje rytualne!!! Tyle było gadania w sejmie o krowach dla Żydów, już prawie
spodziewałam się jakiegoś nowego pogromu, że jak to nasz sejm (NASZ -
polski!!), zezwala na taki sadyzm, znęcanie się… i nasz humanitaryzm kwitł aż
do… Bożego Narodzenia.. bo jak Boże – to trzeba mordować karpia - innej opcji
nie ma! Ten, kto nie morduje – to poganin i Boga w sercu nie ma. Boga może nie
mam, ale etykę, to i owszem, więc poszłam sobie na mały targ, gdzie od 20 lat
kupowałam zabite karpie – a tu uppps – w tym roku nie ma;-(( Gdzie kupię
karpia- pytam… w markecie… idę, a w markecie tylko żywe… stoję nad ta kadzią,
one tam się miotają a ja Hyde Park nad nimi robię … przemawiam do narodu - że
to oburzające w XXI wieku, bo każdy ma lodówkę, bo każdy może sobie zamrozić, a
zwyczaj barbarzyński, przeniesiony z czasów naszych przodków - co albo solili
śledzie, albo jedli nieświeże… Łapię się na tym, że słucha tylko ta biedna
sprzedawczyni - co to ją zatrudniono i zakazano zabijania (k…..nd ma czyste
ręce!), karpie - co i tak głosu nie mają i jacyś biedni ludzie, którym gotówki
na karpia nie starczało (w tyle głowy -
zafunduj im tego karpia.. przejęta swoim losem i tymi karpiami, nie zrobiłam
tego – przykro mi, chociaż trochę obawiałam się, czy gotówki nie zrealizują na
innym stoisku…).
Kiedy
najbardziej martwy karp ożył mi na wadze, odmówiłam zakupu, wróciłam
sfrustrowana do domu - nie będę przykładała ręki do mordu rytualnego
odprawianego w nieomalże każdej polskiej rodzinie … wolę nie jeść karpia .
Moi
rodacy często oburzają się na Włochów, którzy jedzą koninę i to ma być konina
sprowadzona żywa do ich kraju. Co się dziwić, Hanibal pchał się do Włoch z
żywymi słoniami, to konie przy nich to bułka z masłem. Mordowanie karpia nie
jest dla mnie bułką z masłem, mordowanie koni nie jest nawet bochnem chleba i
to bez masła… jakoś innym przychodzi to z łatwością… szczególnie przy świętach…
poniedziałek, 22 grudnia 2014
Święta są cudne;-))
Wszystkim moim kochanym czytelnikom życzę pięknych snów o galopie przez szerokie przestrzenie, o tym rytmie...tudutudutudu... ścieżką wzdłuż wiosennego sadu, ups kury wypłoszyły konia..., lipcowego rozgrzanego lasu pachnącego żywicą, na którego końcu jest jezioro - wjeżdżamy w niego, cieszymy się chłodem i rozpryskami wody wokół galopujących wierzchowców, potem wjeżdżamy w złocisty jesienny bór, pachnący rozgrzanym piachem gościńca, twarz wystawiamy do odchodzącego słońca... i ta cisza towarzysząca zimowym spacerom... snieg, ni ptaka ni grzybiarza, ni szczeku psów z mijanych domostw... świat zamarł i czeka następnego roku...
i jeszcze jeden wpis:
i jeszcze jeden wpis:
Subskrybuj:
Posty (Atom)












