sobota, 5 marca 2016
Dobra zmiana przejdzie w katar
Jeśli nie umiem oderwać się od tego tematu- to co?? Zostałam zarażona jakąś ciężką chorobą, głupotą jakąś? Czy tylko mam inną moralność- wiem, tej gorszej części Polaków, którzy zostali oderwani od koryta i dla tego nie akceptują zmian na dobre.
To jeszcze raz proszę wytłumaczyć mi tę zmianę na dobre:
http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1652652,1,skok-na-stadniny-koni-arabskich.read
i jeszcze:
dobra zmiana sprzyja szejkowi
Bo ja mam katar albo alergię na dobre zmiany, a przy korycie to byłam tylko jak czyściłam stajnię.
To jeszcze raz proszę wytłumaczyć mi tę zmianę na dobre:
http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1652652,1,skok-na-stadniny-koni-arabskich.read
i jeszcze:
dobra zmiana sprzyja szejkowi
Bo ja mam katar albo alergię na dobre zmiany, a przy korycie to byłam tylko jak czyściłam stajnię.
niedziela, 28 lutego 2016
Konie na rzeź - może TU przydałaby się jakaś "dobra zmiana"??
Jakoś w ostatnim czasie wesołe tematy się mnie nie trzymają ;-(((
Tym razem przeczytałam to:
Tym razem przeczytałam to:
Jakiś czas temu dostałam dziwny komentrz do jednego z postów. Był to sadystyczny opis znęcania sie nad końmi. Może jego autor jest zdegenerowanym handlarzem koni?? Normalny człowiek takich rzeczy nie pisze.
Wybrałam najmniej drastyczne zdjęcie...
sobota, 27 lutego 2016
My naród- nie zapomnimy
Panie Jerzy, dawno już nie płakałam z powodu koni. Popłakałam się czytając o Panu:
serce oddane koniom
i jeszcze jedna strona:
Polskie araby
Nie byliśmy dzisiaj na manifestacji - "My naród", to chociaż to, bo Pan też zrobił wiele dla naszego kraju.
piątek, 26 lutego 2016
czwartek, 25 lutego 2016
galop na skraj przepaści a demony rechocą
Zastanawiam się, jakim człowiekiem musi być ktoś, kto zajmuje fotel po poprzednim wywaleniu uznanego w świecie hodowcy koni. Fotel dyrektora, który zasłynął na świecie swoimi umiejetnościami i stał się kolejną legendą Janowa Podlaskiego.
Jakim człowiekiem musi być nowy dyrektor, mówiąc gładko, że na koniach sie nie zna- ale już czuje, że będzie to jego pasją... jakim człowiekiem musi być ktoś, kto wie, że ma zarządzać jednym z największych narodowych skarbów a nie ma o tym pojęcia, nic nie znaczy w światowej hodowli i pociagnie tę stadninę w dół. Jakim człowiekiem musi być ktoś, kto dla własnej próżności, pazerności pieniędzy i stanowiska zgadza się na draństowo w stosunku do innego człowieka. Jakim człowiekiem musi być ktoś, kto staje przed zespołem pracowników i mówi 'Tera ja!"
Czy budowanie państwa na draństwie przyniesie komuś szczęście?
Dlaczego są ludzie, którzy nie mają pokory, którzy bezczelnie patrzą ci w oczy z arognackim stwierdzeniem- co mi zrobisz- ja mam władzę!
A ja ze smutkiem pochylam głowę - bo co mogę zrobić a czuję, że ten galop w dół- bo to nawet nie jest trucht, zaprowadzi nas na skraj przepaści.
Jeszcze rok temu wierzyłam, że świat jest bezpieczny i przytulny, teraz słyszę coraz głośniejszy rechot demonów..
Jakim człowiekiem musi być nowy dyrektor, mówiąc gładko, że na koniach sie nie zna- ale już czuje, że będzie to jego pasją... jakim człowiekiem musi być ktoś, kto wie, że ma zarządzać jednym z największych narodowych skarbów a nie ma o tym pojęcia, nic nie znaczy w światowej hodowli i pociagnie tę stadninę w dół. Jakim człowiekiem musi być ktoś, kto dla własnej próżności, pazerności pieniędzy i stanowiska zgadza się na draństowo w stosunku do innego człowieka. Jakim człowiekiem musi być ktoś, kto staje przed zespołem pracowników i mówi 'Tera ja!"
Czy budowanie państwa na draństwie przyniesie komuś szczęście?
Dlaczego są ludzie, którzy nie mają pokory, którzy bezczelnie patrzą ci w oczy z arognackim stwierdzeniem- co mi zrobisz- ja mam władzę!
A ja ze smutkiem pochylam głowę - bo co mogę zrobić a czuję, że ten galop w dół- bo to nawet nie jest trucht, zaprowadzi nas na skraj przepaści.
Jeszcze rok temu wierzyłam, że świat jest bezpieczny i przytulny, teraz słyszę coraz głośniejszy rechot demonów..
obywatel najgorszego sortu
poniedziałek, 22 lutego 2016
Wdepnąć w gówno
Chciałoby się czasem uciec od polityki, zamknąc drzwi i udawać, że jej nie ma... ale ona przyjdzie sama pod próg. Wychodząc z domu wdepniesz w nią jak w gówno...
w to gówno właśnie wlazłam
i czuję tylko bezsilność- i żal, że połowa Polski twierdzi, że to dobra zmiana. Chyba potrzebuję okulisty i psychiatry.
Sport uprawiany ostatnio przez wielu Polaków polegający na obrzucaniu gównem bohatera narodowego jest dokonywany w ramach propagowania dobrego imienia własnego kraju - jak rozumiem...
Może ktoś przekona mnie, że to dobra zmiana, chętnie posłucham. Bo na razie czuję się jak po galopie po błocie za rączym poprzednikiem, gdy w oczach i ustach mam brązową maź... i tylko radości z galopu brak a jest strach, dokąd ta droga prowadzi.
w to gówno właśnie wlazłam
i czuję tylko bezsilność- i żal, że połowa Polski twierdzi, że to dobra zmiana. Chyba potrzebuję okulisty i psychiatry.
Sport uprawiany ostatnio przez wielu Polaków polegający na obrzucaniu gównem bohatera narodowego jest dokonywany w ramach propagowania dobrego imienia własnego kraju - jak rozumiem...
Może ktoś przekona mnie, że to dobra zmiana, chętnie posłucham. Bo na razie czuję się jak po galopie po błocie za rączym poprzednikiem, gdy w oczach i ustach mam brązową maź... i tylko radości z galopu brak a jest strach, dokąd ta droga prowadzi.
piątek, 19 lutego 2016
Podróż w 4 wymiarze
Jak badać historię? Temat tak gorący dzisiaj, że aż dziwne, że moja
myśl zbiegła się ze zdarzeniami
medialnymi.
Kiedyś stworzyłam projekt, gdzie międzynarodowo analizowaliśmy sposoby
poznawania przeszłości. Ja jestem zwolennikiem jednego- czytanie lub oglądanie
materiałów stworzonych w danym czasie. One nie oszukają- nie zobaczymy komórki
w rękach rycerza z miedziorytu Durera, bo przedstawiał on tylko te szczegóły
otaczającego świata, które znał - uprząż konia, zbroja, otoczenie nie jest
fantasmagorią. Kiedy oglądam Bitwę pod Grunwaldem Matejki, nawet wierząc mu, że
starał się zgłębić temat, nie ufam szczegółom. Chociażby to, że na obrazie jest Witold opodal
Wielkiego Mistrza- historycznie niemożliwe, uznajmy to za pewną alegorię na
obrazie.
Durer przedstawia swego rycerza w ciężkiej zbroi, rząd koński pełen
jest szczegółów- dokładnie wyrysowany munsztuk, siodło wybijane ćwiekami,
kształt strzemion, styl siedzenia na koniu.
Leonardo da Vinci unikał przedstawiania rzędów końskich- jego konie są
bez siodeł i ogłowi, co dodaje dzikości
scenie, jakkolwiek jest bez sensu. Leonardo był wybitnym znawcą koni. Świadectwem
tego są ich liczne studia. Najwcześniejsze pochodzą z lat 60. XV w. Szkice przedstawiają
konie robocze, jakie Leonardo znał ze wsi. Owe zwierzęta są pokazane w bardzo
realistycznych ujęciach. Przedstawiony od tyłu koń szczypiący trawę jest
kościsty i niezbyt zgrabny. Podobne nieupiększone ujęcie Leonardo zaprezentował
na szkicu wołu i osła. Powstałe później studia koni i jeźdźców w tle cechuje
większy dynamizm i upiększenie. Leonardo rysował głównie konie pociągowe i
robocze.
W efekcie
tworzenia tego postu znalazłam dwa wspaniałe źródła wiedzy historycznej na
bazie jeździectwa:
czwartek, 11 lutego 2016
Jaki pan taki koń
Piłsudski na Kasztance, Poniatowski (Józef) ramię w ramię
z Markiem Aureliuszem (konie z jednego miotu mieli),
Koń Kaliguli, o wdzięcznym
imieniu Incitatus (Chyży), został mianowany senatorem, wielu wytykało mu
hiszpańskie pochodzenie (jak u nas- pochodzenie najważniejsze- bo koniem to można być;-) oraz fakt, że pierwotnie nazywał się Porcellus
(Prosiaczek). Nobliwym prawodawcom sen z powiek spędzał widok złotego żłobu
Prosiaczka, uprzęży wysadzanej drogimi kamieniami oraz 18 służących
usługujących dzielnemu senatorowi. Cesarz mało przejmował się uwagami na temat
wyboistej drogi politycznej jaką wyznaczył swemu ulubionemu wierzchowcowi.
Historycy spierają się jak duży wpływ miał Prosiaczek na politykę Cesarstwa Rzymskiego. Każdy ma takich senatorów na jakich zasłuży ( u nas się ich wybiera? Serio? Jeszcze nadal? JOWy jakieś są- a może już mianowanie?)
Historycy spierają się jak duży wpływ miał Prosiaczek na politykę Cesarstwa Rzymskiego. Każdy ma takich senatorów na jakich zasłuży ( u nas się ich wybiera? Serio? Jeszcze nadal? JOWy jakieś są- a może już mianowanie?)
Po prostu facet na koniu wygląda godniej, nawet, jeśli Kasztanka była niewysoką (ok. 150 cm w kłębie) klaczą,
która nerwowo reagowała na ogień artyleryjski. Odznaczała się przywiązaniem do
Piłsudskiego i tylko jego uznawała. Nie została nauczona specjalnych chodów.
Właściwie szacun dla Naczelnika - że nie zabiegał o ogromne konisko, które
byłoby godnym dla niego „przedłużeniem” ego.
Co innego u tego Farquaada- ten musiał
sobie ego nadbudować w sztuczny sposób. Teraz kupiłby sobie przewaliste Volvo (
Lexusa lub Porshe byle wielkie bydle było).
A co, jeśli ani koń, ani auto, a ego
małe? Drabinka zostaje i sznurek… żeby się powiesić??? nieeeee - sznurek chętnych
w roli podnóżka… i każdy z wizją fotela senackiego albo jakiegoś też fajnego.
sobota, 6 lutego 2016
Sosna a religia katastrof
Nie, nie brzoza, w
moim eksperymencie była sosna. W sumie sosna, czy brzoza- co za różnica? Ten mój eksperyment był antycypacją kolejnych
eksperymentów fizycznych badających jak zachowują się różne ciała stałe w
kontakcie z drzewami. Właściwie dywagacje na ten temat są bez sensu- bo chyba
próba w liczbie milionów ofiar zderzeń drogowych powinna być wystarczająca, aby
przekonać tych, czy tamtych, że kontakt z drzewem przy większych prędkościach
sprowadza śmierć .
Moja prędkość na
szczęście nie była tak wielka, a drzewo ograniczyło się do jednej (choć
solidnej) gałęzi.
A było to tak-
jechałam sobie na pięknym srokaczu leśnym duktem w Mirowie. Jechałam galopem,
aczkolwiek nie szalonym- ogólnie nie jestem szalona. Nagle poprzedzający mnie
koń skręcił gwałtownie w przesiekę z lewej strony. O ostatniej chwili udało mi
się wyrobić zakręt. Właściwie nie do końca go wyrobiłam, bo moja połowa (górna)
to nie - zarzuciło mnie na prawo i zderzyłam się z sosnową gałęzią. Buch gałąź w
twarz- buch okulary gdzieś poleciały, buch krew też gdzieś poleciała, buch z
konia jak kamień poleciałam. Zbieram się i szukam tych okularów, chustki nie
mam, więc rozmazuję krew po fizjognomii. Okularów jak nie ma tak nie ma.
Zrezygnowałam, po omacku wróciłam do stajni, ślepota jedna za kierownicę
wsiadłam, jadę szukać okularów. Zajechałam na miejsce wypadku – a właściwie nie
dokładnie, bo opodal („opodal”= około 6m), patrzę i oczom swoim ślepym nie
wierzę. Nie wierzę ale patrzę! Na środku duktu, spory kawał od tej feralnej
gałęzi leżą sobie spokojnie zrelaksowane moje okulary.
Po co
przywołuję to w kontekście katastrof
lotniczych? Bo fizyka z jednej strony jest obliczalna, przewidywalna-
zaopatrzona we wzory i twierdzenia, a z drugiej strony tyle w tym
przypadkowości, probabilistyki, nieokreślenia i nieprzewidzenia, że analiza przebiegu jakiegoś wypadku w oparciu
o szereg doświadczeń (szczególnie z puszkami i papierowymi modelami) nie ma
sensu. Okulary polecą tam, gdzie będą chciały, zrobią krater lub nie, a nasza
interpretacja będzie tylko polityczną manipulacją!
Subskrybuj:
Posty (Atom)










