poniedziałek, 22 lutego 2016

Wdepnąć w gówno

Chciałoby się czasem uciec od polityki, zamknąc drzwi i udawać, że jej nie ma... ale ona przyjdzie sama pod próg. Wychodząc z domu wdepniesz w nią jak w gówno...

w to gówno właśnie wlazłam

i czuję tylko bezsilność- i żal, że połowa Polski twierdzi, że to dobra zmiana. Chyba potrzebuję okulisty i psychiatry.
Sport uprawiany ostatnio przez wielu Polaków polegający na obrzucaniu gównem bohatera narodowego jest dokonywany w ramach propagowania dobrego imienia własnego kraju - jak rozumiem...
 Może ktoś przekona mnie, że to dobra zmiana, chętnie posłucham. Bo na razie czuję się jak po galopie po błocie za rączym poprzednikiem, gdy w oczach i ustach  mam brązową maź... i tylko radości z galopu brak a jest strach, dokąd ta droga prowadzi.

piątek, 19 lutego 2016

Podróż w 4 wymiarze

Jak badać historię? Temat tak gorący dzisiaj, że aż dziwne, że moja myśl zbiegła się ze zdarzeniami  medialnymi.
Kiedyś stworzyłam projekt, gdzie międzynarodowo analizowaliśmy sposoby poznawania przeszłości. Ja jestem zwolennikiem jednego- czytanie lub oglądanie materiałów stworzonych w danym czasie. One nie oszukają- nie zobaczymy komórki w rękach rycerza z miedziorytu Durera, bo przedstawiał on tylko te szczegóły otaczającego świata, które znał - uprząż konia, zbroja, otoczenie nie jest fantasmagorią. Kiedy oglądam Bitwę pod Grunwaldem Matejki, nawet wierząc mu, że starał się zgłębić temat, nie ufam szczegółom.  Chociażby to, że na obrazie jest Witold opodal Wielkiego Mistrza- historycznie niemożliwe, uznajmy to za pewną alegorię na obrazie.

Durer przedstawia swego rycerza w ciężkiej zbroi, rząd koński pełen jest szczegółów- dokładnie wyrysowany munsztuk, siodło wybijane ćwiekami, kształt strzemion, styl siedzenia na koniu.


Leonardo da Vinci unikał przedstawiania rzędów końskich- jego konie są bez siodeł i ogłowi, co dodaje dzikości  scenie, jakkolwiek jest bez sensu. Leonardo był wybitnym znawcą koni. Świadectwem tego są ich liczne studia. Najwcześniejsze pochodzą z lat 60. XV w. Szkice przedstawiają konie robocze, jakie Leonardo znał ze wsi. Owe zwierzęta są pokazane w bardzo realistycznych ujęciach. Przedstawiony od tyłu koń szczypiący trawę jest kościsty i niezbyt zgrabny. Podobne nieupiększone ujęcie Leonardo zaprezentował na szkicu wołu i osła. Powstałe później studia koni i jeźdźców w tle cechuje większy dynamizm i upiększenie. Leonardo rysował głównie konie pociągowe i robocze.

W efekcie tworzenia tego postu znalazłam dwa wspaniałe źródła wiedzy historycznej na bazie jeździectwa:



czwartek, 11 lutego 2016

Jaki pan taki koń


Piłsudski na Kasztance, Poniatowski (Józef) ramię w ramię z Markiem Aureliuszem (konie z jednego miotu mieli), 



Aleksander Wielki na Bucefale, Lord Farquaad na dużym konisku.
                                           Lord na koniu
Koń Kaliguli, o wdzięcznym imieniu Incitatus (Chyży), został mianowany senatorem, wielu wytykało mu hiszpańskie pochodzenie (jak u nas- pochodzenie najważniejsze- bo koniem to można być;-) oraz fakt, że pierwotnie nazywał się Porcellus (Prosiaczek). Nobliwym prawodawcom sen z powiek spędzał widok złotego żłobu Prosiaczka, uprzęży wysadzanej drogimi kamieniami oraz 18 służących usługujących dzielnemu senatorowi. Cesarz mało przejmował się uwagami na temat wyboistej drogi politycznej jaką wyznaczył swemu ulubionemu wierzchowcowi.



 Historycy spierają się jak duży wpływ miał Prosiaczek na politykę Cesarstwa Rzymskiego. Każdy ma takich senatorów na jakich zasłuży ( u nas się ich wybiera? Serio? Jeszcze nadal? JOWy jakieś są- a może już mianowanie?)
Po prostu facet na koniu wygląda godniej, nawet, jeśli Kasztanka była niewysoką (ok. 150 cm w kłębie) klaczą, która nerwowo reagowała na ogień artyleryjski. Odznaczała się przywiązaniem do Piłsudskiego i tylko jego uznawała. Nie została nauczona specjalnych chodów. Właściwie szacun dla Naczelnika - że nie zabiegał o ogromne konisko, które byłoby godnym dla niego „przedłużeniem” ego.


Co innego u tego Farquaada- ten musiał sobie ego nadbudować w sztuczny sposób. Teraz kupiłby sobie przewaliste Volvo ( Lexusa lub Porshe byle wielkie bydle było).
A co, jeśli ani koń, ani auto, a ego małe? Drabinka  zostaje i sznurek… żeby się powiesić??? nieeeee - sznurek chętnych w roli podnóżka… i każdy z wizją fotela senackiego albo jakiegoś też fajnego.


sobota, 6 lutego 2016

Sosna a religia katastrof

Nie, nie brzoza, w moim eksperymencie była sosna. W sumie sosna, czy brzoza- co za różnica?  Ten mój eksperyment był antycypacją kolejnych eksperymentów fizycznych badających jak zachowują się różne ciała stałe w kontakcie z drzewami. Właściwie dywagacje na ten temat są bez sensu- bo chyba próba w liczbie milionów ofiar zderzeń drogowych powinna być wystarczająca, aby przekonać tych, czy tamtych, że kontakt z drzewem przy większych prędkościach sprowadza śmierć .
Moja prędkość na szczęście nie była tak wielka, a drzewo ograniczyło się do jednej (choć solidnej) gałęzi.
A było to tak- jechałam sobie na pięknym srokaczu leśnym duktem w Mirowie. Jechałam galopem, aczkolwiek nie szalonym- ogólnie nie jestem szalona. Nagle poprzedzający mnie koń skręcił gwałtownie w przesiekę z lewej strony. O ostatniej chwili udało mi się wyrobić zakręt. Właściwie nie do końca go wyrobiłam, bo moja połowa (górna) to nie - zarzuciło mnie na prawo i zderzyłam się z sosnową gałęzią. Buch gałąź w twarz- buch okulary gdzieś poleciały, buch krew też gdzieś poleciała, buch z konia jak kamień poleciałam. Zbieram się i szukam tych okularów, chustki nie mam, więc rozmazuję krew po fizjognomii. Okularów jak nie ma tak nie ma. Zrezygnowałam, po omacku wróciłam do stajni, ślepota jedna za kierownicę wsiadłam, jadę szukać okularów. Zajechałam na miejsce wypadku – a właściwie nie dokładnie, bo opodal („opodal”= około 6m), patrzę i oczom swoim ślepym nie wierzę. Nie wierzę ale patrzę! Na środku duktu, spory kawał od tej feralnej gałęzi leżą sobie spokojnie zrelaksowane moje okulary.
Po co przywołuję  to w kontekście katastrof lotniczych? Bo fizyka z jednej strony jest obliczalna, przewidywalna- zaopatrzona we wzory i twierdzenia, a z drugiej strony tyle w tym przypadkowości, probabilistyki, nieokreślenia i nieprzewidzenia, że   analiza przebiegu jakiegoś wypadku w oparciu o szereg doświadczeń (szczególnie z puszkami i papierowymi modelami) nie ma sensu. Okulary polecą tam, gdzie będą chciały, zrobią krater lub nie, a nasza interpretacja będzie tylko polityczną manipulacją!


niedziela, 31 stycznia 2016

Hektar konia do czyszczenia

 Białego- na dodatek!
Bilans  niedzieli 30 stycznia: będzie teren.. nie będzie- odwołany, wiało, więc maneż, dojechałam, jestem- koń już czeka na mnie- największy w stajni- siwy i brudny ( siwe są zawsze najbrudniejsze), czyszczę, jeden ar cielska, drugi, to kupa, czy błoto?  jeszcze ogon, kopyta, uffff,  ubieram go, łeb zadziera jak to on,  ale co tam dla mnie  takie akcje;-) Przy ubieraniu ochraniaczy zołza kopną mnie w kolano- co tam takie kolano dla mnie…  popręg za krótki – co tam taki krótki popręg dla mnie, przecież zawsze mogę zawołać Kasię. Kupa (koń zrobił)- duża- trzeba posprzątać – co tam taka… dalej już wiecie;-). Jeździmy- zakolegowałam się z taką jedną, co to jej kredki z tornistra wypadają- ale całkiem nieźle jeździła póki nie spadła- ale co tam takie spadanie, stwierdziła że dzisiaj miała dwa pierwsze razy- zrzutka i samodzielne założenie ogłowia (albo zdjęcie tegoż) – ale co tam takie ogłowie…
A potem w TV był program, gdzie starzy aktorzy wspominali filmy – Hrabinę Cosel i inne. Wiecie, że ta Barańska osobiście szalała tam na jakimś koniu?? A Olbrychski tak odegrał króla szwedzkiego – zakochanego w koniach i polowaniu, że Szwedzi do dziś są pod wrażeniem? 
I co powiem??? Że niby  co tam taki król, koń i reszta dworu??? Nie, nie powiem, bo powiem, że ludzie napotkani dzisiaj w stajni, czy w TV, byli tacy fajni, tacy mili, interesujący, zwyczajni i przyjacielscy.

Czułam się szczęśliwa, i nikt nie mówił o mnie, że jestem gorszego sortu… 

niedziela, 24 stycznia 2016

biały absolut … tylko wrona zakrakała

Zimą widać więcej ale słychać mniej

Dlaczego? Bo tak- liści nie ma, to zza krzaka nie wyskoczy zaczajony grzybiarz… grzybów tez nie ma, więc tym bardziej nie ma na niego co liczyć. Sarnę lub nawet łosia można w gęstwinie wypatrzyć. Pewien leśnik z Białowieży zapraszał mnie kiedyś na zimowe tropienie żubrów, ciągle jeszcze nie skorzystałam;-( Ale najważniejszą zimową zaletą są ślady- widać jak na dłoni- tu zające tańcowały, tam kotek myszkował, a to co- pies??? Ciągnie coś za sobą- jakby ogon… to musi być lis!!




(Leda i Lampart około 2006)

Jadę sobie więc śnieżną zimą – samiutka ( bywały takie piękne czasy, że ze stajni w Rogoźniku (już jej nie ma;-((( wypuszczano nas samych (tych bardziej doświadczonych i rokujących na bycie odpowiedzialnymi (hehe – patrz „Instrukcja ratowania topielca" z sierpnia 2013). Tak czy siak, jadę na Ledzie wokół jeziora (pewnie nazywa się od „Ledy z łabędziem” Petera Rubensa: ), zapuszczam się w ustronną ścieżkę w las i co to?? Ktoś szedł przede mną po świeżym śniegu- musi nie dawno… kopytka jakieś, spore, eee mniejsze od końskich, spoko;-) Jadę więc jadę, ale coś mi w duszy brzęczy- obejrzyj jeszcze raz te ślady… dwa przeciwstawne wgłębienia… koza jakaś, tylko duża… kozioł… prędzej diabeł- bo te kopyta…Jezu, to dzik jest!! 

W dwie sekundy dałam odwrót, spotkanie z dzikiem sam na sam nie byłby fajne. Natura mnie uprzedziła - miło z jej strony;-)


Więc widać tę zimową przyrodę fajnie, czasem żal, kiedy nie widzę bażancich tropów w ogrodzie- koty lub industrializacja wygoniła je z mojej okolicy;-((( 

A dlaczego słychać przyrodę mniej? Zwróciliście uwagę na absolutną ciszę panującą w lesie?


 Jedziesz, skrzypi śnieg pod nogami konia, skrzypią puśliska, podzwaniają kółka wędzidła i nic, nic więcej- ni ptaka, ni owada… biały absolut … wrona zakrakała - złamała biel śniegu barwą głosu i piór. 


piątek, 15 stycznia 2016

Nie chciałabym płakać nad losem- ni konia, ni własnego kraju

Czasami coś łamie serce- pisałam tu o tym- kiedy płakalam patrząc na los konia:

CZWARTEK, 23 STYCZNIA 2014

NIEDZIELA, 18 SIERPNIA 2013

Tym razem wzruszyłam się, gdy zobaczyłam to zdjęcie:

http://o2.pl/artykul/ranny-policjant-byl-przy-umierajacym-zwierzaku-do-konca-5937767596827265a

... i więcej nic już nie powiem... tym bardziej, że jedyne, co mogłabym  powiedzieć, byłoby o  polityce, a tu już tylko ręce opadają.


piątek, 8 stycznia 2016

Lewandowski przed Va Bankiem

noooo, mówcie do mnie "profesor".... nie, nie, żadna profesor- ostatnio mam lęki zwiazane z tym tytułem... no mówice mi bukmacher- bo co obstawiałam?? że Radwańska przegra z koniem????

Nie, kochany mężu, ja nie głosowałam na tego konia, nie kopałam dołków pod twoją faworytką;-))
Ludziska zadecydowali, że najlepszy był Lewandowski, potem Va Bank i dopiero dwa fule galopu za nimi gwiazda naszego tenisa.
Oto wyniki:
http://www.sport.pl/lekkoatletyka/56,64989,19436846,2-miejsce-kon-va-bank-5378-glosow,,12.html

Ciekawe jak tam ten Amerykański Faraon się ma? Z kim wygrał. 

sobota, 2 stycznia 2016

Najpiekniejsze konie mego życia

... parę ich było- pisałam kiedyś o dwóch achał-tekińskich koniach- absolutnie złotych ( nie umiałam od nich oderwać oczu i wtedy przeżyłam swój pierszy galop...).

 Kiedyś znowu o podpalanym żółtosiwym bułanie, który skakał jakby był pegazem a teraz - czarny jak smoła Fryz:





Ja myśłałam, że fryzyjskie konie, to takie małe, zimnokrwiste bardziej jak hucuły- a tu- no proszę państwa- wypasiony jeden, jak jakis hanower bardziej, i tylko te fruwajki na pęcinach swiadczą o jego fryzyjskości. 
No to jeszczę parę obrazków z Fryzji, gdzie byłam prawie 10 lat temu:





Fajnie byłoby tam pojeździć wzdłuż brzegu na taaaakim koniu....  dreams...


A Durera "Das Grose Pferd" nie był fryzem?? 

Taaakie konisko- i ma wszystko, co fryz powinien mieć- głównie fryzurę:



piątek, 1 stycznia 2016

Faraon gra Va Bank

Ciekawych czasów dożyliśmy;-))))
Nie, to nie o polityce naszego kochanego kraju, tylko o naszym luzie;-))) Zawsze zazdrościliśmy tego Anglosasom, Hiszpanom, Francuzom, Włochom (nawet Niemcom)- a tu masz babo placek- zamiast mieć narodowy moralny kręgosłup i na sportowca roku wystawiać tylko prawdziwe gwiazdy patriotyzmu ( które nie zarżą podczas grania hymnu- my wystawiamy małpując  Amerykanów- konia!! Tak Konia - zobaczcie sami: Va Bank- no koń to by się uśmiał ( w końcu marzyłam o rozbawieniu towarzystwa, okazja się nawinęła jak złoto) ale nie ma nic do śmiechu- gdybyśmy chociaż  kota wystawili - toby był objaw naszego prawdziwego i głębokiego narodowego zaangażowania- ale koń? Chyba trojański jakiś, na pewno polskojęzyczne media za tym stoją. A jeszcze jego imię: Va Bank- no proszę was, pewnie Machulski zgłosił jego kandydaturę i jaka komedia wyniknie, gdy np. Radwańska z nim przegra- bo przegrać z Sireną William- to jak z turem, ale z koniem??? No chyba że jest podobny do….nie, nie, wszelkie podobieństwo do innych tenisistów czysto przypadkowe ;-))
Lewandowski nie będzie się z nim kopał- bo gra fair, zostają młociarze i użytkownicy środków transportu- tu przynajmniej płaszczyzna porównawcza jest – ile który ma koni pod pokrywą albo w pedałach... no dobra- nie idę  tą drogą.
Ale, ale – Amerykanie też są udani- ten ich czarny koń plebiscytu (kasztan właściwie) nazywa się Amerykański Faraon: koń amerykański - już lepiej się nie dało – widział to kto amerykańskiego faraona??? Indianie postawiliby mu  największy totem na kontynencie – niczym nasz świebodziński;-))

Trzymam kciuki za Radwańską ( dla mojego męża) a koń niech dalej gra va bank.