niedziela, 12 sierpnia 2018

Hucuł lepszego sortu padnie ze śmiechu

Za trzy dni ma być wielka parada polskich sił zbrojnych ( ostatnio była taka w 1966, ale wszystko wraca, paradowanie naszego militarnego mocarstwa też) i z racji braków w wyposażeniu (Macierewicz nie kupił tego, co trzeba) część wojska pojedzie ubrana w misiurki z czasów Mieszka I...
 Nie wiem, czy organizator to sobie przemyślał, nie wiem, czemu nie wybrał husarii, ułanów, kawalerii... czy organizator widział kiedyś wojów Mieszka i ich konie?(pytanie retoryczne- widzieć nie widział, ale mógł sobie powyobrażać) Toż to jakieś Hucułki, dziarskie, bo dziarskie, ale sorry, prezencji nie mające.
Jeśli wsadzi tychże wojów na folbluty będzie dziwnie: kudłate chłopy w onucach z dzidami i pałami z ćwiekami siedzący na - no właśnie na czym? na angielskich siodłach, ułańskich kulbakach, samych skórzanych czaprakach - niczym fartuch szewca Kilińskiego...?
Muszę to zobaczyć, jak koń się uśmieje sam z siebie. oo ten sosenkę zaraz zje- hucułki to żyrty naród, ciekawe, co zjedzą na Marszałkowskiej, może sałatkę jednej .... baby;-))


Jakim trzeba być nepotycznym pustakiem partyjnego aparatu aby poniewierać człowiekiem…


 Dwa lata temu nie umiałam się pogodzić z „dobrą zmianą” zachodzącą w stajniach w Janowie Podlaskim i Michałowie. Wywalono ówczesnych prezesów tych stajni z dnia na dzień, nie, nie żeby byli złymi zarządcami, skorumpowanymi durniami, czy coś takiego. Oni po prostu nie byli kolesiami Jurgiela (ówczesnego ministra rolnictwa)… nie doili z nim krów w technikum, a nowopowołani prezesi owszem tak. Nie ważne było, że ci nowi nie mieli pojęcia o koniach- skoro umieli wydoić krowę, to i stadninę wydoją należycie. Życie jednak przerosło Jurgiela… i jego kolegów. Nawet „dobra zmiana” nie okazała się dla nich dość wyrozumiała. Gołym okiem widać zgliszcza po  Pride of Poland…
Teraz mówi się o dawnym prezesie Białowąsie z Michałowic już pozytywnie… tylko, że mnie człowieka żal, bo jak czuje się ktoś, kogo usuwa się z dnia na dzień jak jakiegoś śmiecia, bez podziękowania, bez podania ręki, bo stołek dla kolegi musi się znaleźć. Traktuje się oddanych pracowników gorzej niż okupant jakiś by ich potraktował.
Karma wraca, każde z nas musi świadczyć swoim życiem, uczynkami, słowami, że jest CZŁOWIEKIEM a nie partyjnym pustakiem.
Zamiast arabów daję zdjęcie pustaków, to na górze, to  gacie i gumofilce kolegów Jurgiela.



piątek, 3 sierpnia 2018

Niewidzialny duch stajni


Po trzydziestu latach ciorania się po stajniach wreszcie spotkałam niewidzialnego ducha stajni, ukazał mi się bo... był na wakacjach.
Ktoś może zapytać- dlaczego dopiero po tylu latach? No bo one są NIEWIDZIALNE, serio!
No dobra- niektórzy je widują – właściciele stajni lub koni, ale taki zwykły  stajenny CEPR (czyli ja) MA ZAKAZANE OGLĄDANIE DUCHÓW STAJNI.
 Czasem widzi efekty ich pracy- i to NIGDY ich nie dostrzega , gdy praca jest dobrze wykonana, ale nie daj bóg, niech coś pójdzie nie tak… jakie jopy sypią się na głowę tego niewidzialnego indywiduum. Kiedyś 5 kilometrów szłam wlokąc utykającego konia na pasku – dobrze, że MatkaKurka mnie nie słyszał, bo wylądowałabym w sądzie jak Owsiak za obrazę jego wrażliwych uszu (tego Matki znaczy). Podkowę diabli wzięli…
Kiedy do stajni przychodzimy my- te miejskie cepry, duchów nigdy tam nie ma, one są z rana, w tygodniu, potajemnie, aby przypadkiem nikt nie zauroczył złym okiem ich ciężkiej pracy.
Te duchy są tylko męskiego rodzaju- jeśli ktoś spotkał takiego płci pięknej, powinien zacząć grać w totka, bo ma takie szczęście. Praca przez te niewidzialne obiekty wykonywana jest niebezpieczna, bo koń kopie - dlaczego? Bo może.
Ja nawet myślę, że parę razy w życiu mogłam się  otrzeć  o tego konkretnego ducha, ale sama w popłochu się wycofywałam, a nóż koń się wkurzy, a na moją głowę spadnie parę ciężkich słów- bo duch duchem, niewidzialny bo niewidzialny, ale kto powiedział, że niesłyszalny?
I tu jest najwinkszy szpas- bo nie dość, że duch przemówił ludzkim głosem, to nie mówił ino godoł, po ślunsku konkrytnie, bo z Rudy Ślunskiej onżech jest. A Ruda to najwiynksze  zagłymbie tej godki. Po tygodniu to jużech sama  zoczynała godać a w każdym razie myśleć w tej melodii. Zaroski sobie przypomniałach, że Miodek – profesor, tyż po ślunsku piknie godoł, bo un z Tarnowskich Gór był, a to ino sztainem ciepnońć od Rudy ;-)

Od tysięcy lat krążąc od stajni do stajni duchy te dorobiły się wielu sińców od koni, ale także  mnóstwa dzieciaków, co można dostrzec w popularności nazwiska Kowal, Kowalski, Kowalczyk, a w innych krajach Smith, Schmied.


 Post ten dedykuję Panu Romanowi;-)


sobota, 6 stycznia 2018

Łysek i Tobiasz w jednym stali domku

Zaniedbuję mój blog;-( Szkoda. Byłam tydzień temu w Niemczech i w Bohum otwarto "very modern" muzeum kopalnictwa- więc zjeżdża się 00m pod ziemię ( taki trik) i zwiedza kopalnię. W jednym miejscu zaczęło coś na mnie rżeć, więc się przyjrzałam- koń - sztuczny co prawda z plastiku,  szmaty i chińskich generatorów rżenia alle za to dla fasonu w kapeluszu;-)
Tak, konie pracowały w kopalniach, pisał o tym Gustaw Morcinek- świetny śląski pisarz, w książce Łysek z pokładu Idy). Pisał o ślepnięciu zwierzaka z powodu ustawicznego przebywania w ciemności, gdyż te biedaki nie wychodziły latami na powierzchnię.
znalazłam takie informacje:
Pierwszym "przemysłem" wydobywczym na ziemiach polskich było kopalnictwo soli. Już w XIII wieku w Małopolsce powstały pierwsze, prymitywne kopalnie. A pierwsze wzmianki o koniach w górnictwie związane są z kopalnią soli w Wieliczce i pochodzą z XVI wieku. 
Wiecej o koniach w kopalniach
 oraz w Anglii

No i ten biedaczek z Bohum...


 


Co można jeszcze dodać?? Ludzie wybierają sobie los (najczęściej), zwierzęta są  zabawką w naszych rękach.

czwartek, 12 października 2017

Po co koniowi wędzidło a myszy toczek

ODZYSKAŁAM MÓJ KOMPUTEREK;-), no więc odrabiam zaległości:
Zapisek z ostatniej niedzieli:
Ale ci dzisiaj było, ze wstydem przyznaję, że od 3 (!!!) miesięcy nie siedziałam na koniu... nawet jak połamałam nogę, to było krócej... a wszystko przez półkolonie w wakacje, brzydką pogodę we wrześniu i Świeradów Zdrój, gdzie nie ma koni bo są emeryci- tak przynajmniej uważa Kasia. Tak, czy inaczej, po przerwie wreszcie dopadłam konia, ale był niekompletny... nie, no nogi 4 miał, ogon, łeb też, ale nie miał wędzidła i podpinki też nie miał. Podpinkę ktoś zwędził, a wędzidła nikt wędzić nie musiał, sama Kasia mu zabrała, bo jak go widział, to się dusił, bynajmniej nie ze śmiechu, tylko z nadmiarowej śliny. Koń, w odróżnieniu od wielbłąda i lamy, nie umie spluwać. Okazało się, że wędzidło jest zupełnie niepotrzebnym balastem, bez niego konik chodził jak po sznurku.
Na koniec zdjęłam mu to kulawe ogłowie i poleciałam umyć co? Wędzidło- oczywiście... przyzwyczajenie jest drugą naturą, więc zamiast wędzidła umyłam przyzwyczajenie.
Zapomniałam wspomnieć o myszy, która zrobiła sobie domek w moich końskich galotach... zapach konia nastrajał ją relaksacyjnie, gorzej, ze w toczku miała ubikację... paskuda, zginęła tragicznie...

wtorek, 11 lipca 2017

Konik jak zegarek, Mick Jagger i zdrada



Zacznę od zdrady- pojechałam sobie do Amigo, bo w Burkach horror- półkolonie.. nie pojeździsz, nie pogadasz, Kasia w amoku, jak mnie zobaczyła zaczęła gadać o zdradzie! Ale Kasia była także w Amigo… u konkurencji była! I mnie spotkała, bo ona chciała zrobić zakupy, ja chciałam pojeździć.
Nie powiem, pojeździłam… konik o imieniu na Pee… zapomniałam – klaczka Perwersja, Plejada, Pokusa, nie, coś, co wzięłam za płeć męską… Paragon lub Placebo… nieważne.
Ważne, że ona była grzeczna, chętna, ja dobrze sobie radziłam a nasz, nieco zabawny, instruktor swoja posturą przypominający Micka Jaggera, wiekiem zdecydowanie inne pokolenie… nie narzekał na mnie;-)) Ciekawe, czy połapał się, o kim mówię,  jak mu powiedziałam o tym Micku ;-)) No cóż, generalnie na jazdach spotykam inne pokolenia… pogadałam z jakąś gimnazjalistką… jako nauczyciel łapię te klimaty;-)) Niestety spotkanie z kimś w moim wieku zakrawa na cud… a ostatnio posucha w tym temacie;-((
W sumie fajnie było w Amigo- polecam… może dadzą mi jakiś procent z propagowania ich… z wiekiem robię się coraz bardziej naiwna hahahaha
PS Cień w części parcoursu był dobrodziejstwem! 

wtorek, 25 kwietnia 2017

Indianie uciekali na kucykach

... no powiedzcie, że Was to nie śmieszy... bo jak zacytowałam ten monolog przed moją rodziną, to oprócz konsternacji, żadnej emocjonalnej reakcji się nie doczekałam;-((
A to wszystko  przez mój serial życia... ponownie puszczony w TV po dwudziestu latach... wtedy nie było jeszcze satelit  itp. itd. , więc na wakacjach zażądałam zakupu mini telewizora i na campingu  cała świta okolicznych facetów pelengowała, abym mogła pooglądać w niedzielę (raz w tygodniu nadawali jeden odcinek, przez to starczyło ich na 3 lata;-)... DOKTOR QUINN!!!! 



Zawsze pragnęłam jak ona żyć na dzikim zachodzie- to romantyczna strona mojego ego i zawsze pragnęłam jak ona pracować i odnosić w tym sukcesy- to moja pozytywistyczna część ego. Serial zaspokajał w ten sposób WSZYSTKIE moje potrzeby… właściwie mąż był już nie potrzebny (chyba żeby do trzymania tej anteny), doktor Quinn mogła go z powodzeniem zastąpić.
Jeździła oczywiście na koniu, brała nawet udział w wyścigu, i w ogóle była ideałem!
Więc siadłam przed odbiornikiem ( czasy się zmieniły, odbiorniki także) i z wytrzeszczonymi gałami i na bezdechu oglądam kolejny odcinek – a tam generał Custer (jeszcze chyba nie generał, ale się sposobił) pojmał kilku indiańskich wojowników… Wojownicy jak na nich przystało, groźni, dzicy, waleczni, szybcy i w ogóle budzący respekt a nawet strach.. i tu rach-ciach uciekają ze swojego „więźnia” jak głos polskiego lektora obwieszcza- „Melduję, że na kucykach uciekli- panie komendancie!!  … naśmiałam się z moją Karoliną (chociaż kogoś to śmieszy!), a wszystko z powodu złego tłumaczenia słowa „pony” z angielskiego, bo czasem jest to faktycznie kucyk, ale czasem koń cowboyski lub indiański – chociaż to nie kucyk jednak;-)

Macie link do mojego kultu:

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Prawicowy koń

Ostatnio zauważyłam, że określenie lewak ( dawniej lewicowiec) jest pejoratywne a na dodatek łączone z gorszącymi zachowaniami takimi jak jeżdżenie na rowerze, weganizm,  gender (cokolwiek to znaczy… w jeździectwie musi znaczyć dużo- bo ciągle nic, tylko kobiety, dziewczyny, dziewczynki na koniach jeżdżą. Faceci wystają za ogrodzeniem gapiąc się na anglezujące pośladki).
Kobyłka, na której ostatnio jeździłam, tak się przejęła tym lewactwem, żeby gazety o niej nie napisały, albo w Internecie komentarzy nie było, że za boga nie chciała na lewą nogę postawić.

Pierwsza próba- ona prawą marsz.. Kasia krzyczy „zła noga!”, więc ja do kłusa i znowu… Majakowski (taki komunistyczny poeta rosyjski) przed oczami mi staje- „Lewą marsz” pisał… kobyła na poezję głucha.. kolejna próba i kolejna.. już mi Majakowski z oczu zszedł, bo zastąpił go pot..  Nie udało się, kobyła za skarby świata nie chciała być lewaczką i tyle. Kasia zasmucona skomentowała -Czeka mnie robota…  Nie wiem, co się tak przy tej lewicowej opcji  upiera, teraz nie jest to trendy, konie wyraźnie mają tu lepsze rozeznanie.

Z drugiej strony - na okazję niespodziewanej wizyty prezesa zakupiła (Kasia, znaczy) drabinkę, z której  mógłby wygłosić orędzie (przemówienie to za skromne słowo, myślę)… Aby sprzęt zapracował na siebie, póki co, podnóżek używany jest do wsiadania na konie – Kasia jest bowiem praktyczna, panu Bogu świeczkę a prezesowi ogarek…

Galop na prawą nogę:

filmik

Zmiana nogi w galopie:

dla zaawansowanych

niedziela, 1 stycznia 2017

Godność królowych siedzących okrakiem

Zanim o królowych, to nawiążę jeszcze do ostatniego mojego wpisu - na temat obciachowych seksistowskich dowcipów. Wczoraj wpisał się w to mój najlepszy kolega, który czyta ten blog, więc i to przeczyta. No więc opowiadał w noc sylwestrową ze swadą- jak zawsze on;-)), jak to facet powinien mieć młodą żonę- najlepiej w wieku 25+... to znaczy młodszą od jego własnych córek... no bo facet to musi ... jakoś nie zauważył, że jest to esencjonalny seksizm obraźliwy w danym momencie dla kobiet siedzących przy stole, a nie mających oczekiwanych przez niego atrybutów wiekowych... faceci- oczekiwanie od was wyobraźni..., bierzcie czasem przykład z koni- one mają duże głowy, więc myślą!

A teraz wracam już do tematu, o którym rozmawiałam z Kasią podczas mojej ostatniej wizyty w Burkach. Chodziło nam o sposób prezentacji (lansu - jakbyśmy to współcześnie nazwali) królowych podczas przejść orszaków królewskich. Czy jechały u boków swych mężów na koniach, czy siedziały w karocach. Na bazie obrazów, miniatur wykonanych ówcześnie wynika, że bardzo często królowe, księżne i inne możnowładczynie chętnie korzystały z godnych rumaków aby się zaprezentować. Wiele z nich chętnie też pozowało  do obrazów  siedząc na koniu.


Krolowa Amazonek- Penthesiela 
Jak widać w średniowieczu nóżki obie razem i długo, długo jeszcze podobnie:



Izabela z  Burbonów (XVII, Francja) o której nic szczególnego nie znalazłam,
 ale o innej Izabeli o 400 lat wcześniejszej, to i owszem:

Ślub Izabeli i Filipa, następcy tronu Francji, miał miejsce 28 maja 1262, w Clermont. Izabela towarzyszyła mężowi w 7. krucjacie, do Tunisu. Zmarła na skutek upadku z konia, w drodze powrotnej do Francji, w Cosenza w Kalabrii. Izabela była wtedy w ciąży z piątym dzieckiem. 



Królowa hiszpańska XVIIw 


ale Konstancja Habsburżanka w XVII wieku królowa Polski (żona Zygmunta III) 
wolała w karocy siedzieć


Maria Kazimiera Sobieska w stroju koronacyjnym - królowa Polski XVIIw
Przyswoiwszy sobie język i kulturę polską, Maria Kazimiera zyskała wśród Polaków przydomek Marysieńka, z którym odtąd kojarzona jest w polskiej historii.


Margarita Teresa Austryjacka - poślubiła własnego wuja, któremu zdążyła urodzić 4 dzieci zanim zmarła w połogu w wieku 22 lat...niektórym facetom by się podobała- taka młoda żona... hrrr jestem złośliwa!!




Królowa Viktoria XIXw
Ta to była energiczna: W 1835 r., w wieku 16 lat, Wiktoria poznała średnioznaczącego niemieckiego księcia. Ponownie spotkała go w 1839 r. i z miejsca się w nim zakochała. Wiktoria i Albert byli blisko spokrewnieni (jej matka i jego ojciec byli rodzeństwem). Zdając sobie sprawę, że młodzieniec, mający rangę młodszego syna pomniejszego niemieckiego księcia, nie śmiałby poprosić o rękę królowej Wielkiej Brytanii, Wiktoria przejęła inicjatywę i zaproponowała mu małżeństwo.





A tę królową poznajecie?? 
W tej chuścinie wygląda jek moja ciotka na grzybobraniu (po angielsku mushing), tylko jej koszyka brakuje. Jak na parę królewską to odstaje jakos od poprzedników;-)




piątek, 30 grudnia 2016

Obciachowe dowcipy o koniach i kobietach

Nie ma nic gorszego, niż facet mówiący toporne dowcipy o koniach i usiłujący w ten sposób zrobić wrażenie na kobietach…. hrrrr .. Jeśli molestuje on takimi żałosnymi tekstami swoich kolegów, to niech im będzie, ale jak w rozmowie z kobietami zaczyna rezunować, czyli udaje wygadanego (po staropolsku)  o seksualnych zaletach amerykańskich kulbak z łękiem… no proszę was, czy on naprawdę sądzi, że kobiecie sprawia przyjemność siadania na każdym sterczącym knyplu?? Czy faceci wpychają swoje przyrodzenia w każdy otwór, jaki znajdą?  Jeśli tak, to niech lepiej uważają, bo żółwiowi do pyska bym nie polecała… w dziubek czajnika też nie.
Więc kiedy facet drugi raz rzucił teksem o zasługach kulbak tym razem w zachodzeniu w ciążę, to zaczęłam podejrzewać, że wychowanie do życia w rodzinie odbywał przed pierwszą wojną w salce katechetycznej , albo aplikuje do edukacji w ramach „dobrej zmiany”.

Mężczyźni, błagam was, chcecie zaimponować kobietom- to w bardziej wyrafinowany sposób, nie poprzez grube żarty o koniach… nie, żebyśmy się czerwieniły z zawstydzenia .. tylko z obciachu jaki sami sobie robicie. 

Każda kobieta marzy o
księciu na białym
koniu...niestety zazwyczaj 
kończy się na romansie 
ze stajennym...

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Robiona w "konia" przez brak końtekstu


Image result for kon by się uśmiał

Unikam jak mogę polityki, szczególnie przy swiętach, ale ta wpycha się do świątecznego żłobka jak koń z osłem do kupy, znaczy do żłobka. Włączyłam nieopatrznie TVP1(tylko na 10 minut) i to było niewiqrygodne- niewiarygodne jak dalece za "głupi lud, który kupi" mają nas. Dziennikarz wiadomości odnosi się do ostatniego rankingu najbardziej znaczących polityków i mówi, że obok Trumpa i paru innych jest Kaczyński... Jakoś prezenterowi "zapomniało się" dodać dlaczego... za to skomentował ten fakt tak, że pierwszy raz dzięki wspaniałej polityce naszego wizjonera, Polska jest znaczącym krajem Europy...Jeśli logika jest taka, że wymienienie z nazwiska jakiegoś polityka świadczy o wspaniałości jego polityki, to mam pytanie do ogłupiaczy naszego ludu- kiedy to polityka Rumunii była równie wspanial a i "nie na kolanach"... który to rumuński polityk zdobył sławę i miał wpływ na losy Europy aż do smutnego końca.. i kogo wymienicie???? Causescu??? Dobrze myślę? jakies inne nazwisko... no proszę, skupcie się, żadne inne???.. a może  pamiętacie prezydenta Francji lub Włoch z tamtego czasu - z 1989? A Rumunii pamiętacie... no proszę... musiał być bardzo znaczący w Europie...
 ... przeszedł do historii... a jak z polityką Kuby? Wspaniały Fidel zaslynął nietuzinkową polityką i bez wątpienia wpłynął na losy kraju  i świata...  Niestety nie każde wymienienie w rankingu przynosi chlubę;-(( i koń by się uśmiał, gdyby mu to ktoś opowiedział parę lat temu... ale teraz nie ma nic do śmiechu...




































sobota, 24 grudnia 2016

Lopez i wielka gała

Czy to możliwe, aby w wigilię aż dwa posty napisać?? Ale muszę, MUSZĘ to opisać hahaha . Właśnie leci jakaś romantyczna komedia, trochę nudna ale z Jenifer Lopez, więc oglądam. I tu nagle pojawiają się konie... wyraźnie widać, że Jenifer nie ma pojęcia o jeździe- więc montują i dublerują na okragło i w kwadracik: jedzie więc nasza gwiazda na palomino w kulbace (WAŻNE- zapomnialam dodać dla niewtajemniczonych-  kulbaka często ma wysoki przedni łęk z taką sterczącą gałą....). Palomino (taki blond konik) ją ponosi, pewien blond młodzieniec (ach ci blondyni) ją ratuje (jakże to romantyczne!!!) i zabiera na własnego konia... tylko, że co do czego, ona siedzi twarzą do jeźdźca, więc na siodle typu amerykańska kulbaka jest to niemożliwe (byłby może i sex ... z siodłem głównie ...)- więc widz widzi coś w rodzaju angielskiego, płytkiego siodła... ale tylko na chwileczkę, bo w natępnym ujęciu Loppez już siedzi na tym samym koniu znów w kulbace z tą gałą. Chyba biedaczka naprawdę bała się koni i do ujęcia kazali jej siedzieć i kurczowo (to widać na ujęciu!!!) trzymać się łęku...

Image result for the wedding planner horseback

TOP idiot i kobiety za konie robiące

Święta nadchodzą... kroczą... kaczym krokiem, no u mnie to indyczym, poszturchiwanym przez jakąś kurę ze ściółkowego chowu... miała być kaczka- ale widocznie była dziwaczka i zamieniła się w grzebacza typu kura... no i może lepiej, Kaczkę mogłabym potraktować zbyt obcesowo... kopem w ... 
Dobra, nie o moich perypetiach z ptactwem chciałam, tylko o Top Modelach, którzy zamienili się z okazji wigilii w konie- zwykle, to jest odwrotnie- bydlątka ludzkim głosem mówią a tu nowy trend, trąd nawet- padło na kobiety- bo gender na parkurze sprzyja mężczyznom - nie muszą dyrdać po piachu w dwudziestocentymetrowych obcasach lub co gorsza koturnach, a prawdziwe kobiety muszą!
Więc  w przerwie między karpiem a barszczem patrzę na te modelki - ma być z gracją, ale gdzie tu gracja, kiedy kopy piachu po drodze.


 Ludzie, prawdziwa dama nie  lata po gumnie ( nie mylić z gównem... chociaż na gumnie i to się zdarza) w obcasach- bo prawdziwa dama ZAWSZE wie, jak się odpowiednio ubrać: do koni ubiera sztyblety, koszulę i bryczesy, tylko idiotki ze szmirowatych seriali ubierają sweterki w perełki (kultowy serial szmiry "Dynastja") i idą miziać się z koniem (bez podtekstów, proszę). Moją wykładnią stajennej elegancji była książka "Złote Wybrzeże", w której główna bohaterka - z wybitnie snobistycznej arystokracji amerykańskiej, ubierała zwykłe dżinsy gdynaszła ją ochota  popracować w stajni... no nie tak całkiem bezinteresownie... studenci dorabiali sobie tam jako chłopcy stajenni... "Bezinteresowna" to ona w kontaktach z końmi w ogóle nie była... z mężem jeździła na jednym... siodle… nago;-)) Zawsze jakiś interes był;-)

Image result for złote wybrzeże nelson de mille film

Wracając do tego Top Modela- bidule mało nóg na tym piachu nie połamały- bolesny widok i na dokładkę w długich jedwabnych sukniach musiały jakiegoś wycofanego konika prowadzać. Wycofanego- bo śmiały podprowadzałby je, aż by fruwało... szkoda trochę takiego widoku. Do tego jeszcze stacjonatę, trippla, kopertę i rów z wodą zaliczali.. bez koni hahaha niczym ja kiedyś- 25 lat temu trenując we własnym ogródku przed moim pierwszym i ostatnim występem na parkurze. hmmm mogłam top modelem zostać, szło mi całkiem dobrze- nawet kłusem, one na tych obcasach żadnego kłusa odskakać nie mogły. 
Na koniec ten konik jednej na suknię nadepną i ruszyć ni rusz nie chciał... Prowadzący- jak mu jest- no taki z czarnymi włosami, czy dredami... zapomniałam jego loginu ;-) z wyrzutem spojrzał na kiecę i winowajczynię- 3tyś w plecy... profanacja dzieła ... nooo boroczka mało pod ziemię się nie zapadła. 
Na koniec życzę wszystkim lubiącym mój blog, samego dobra w święta i w nadchodzącym roku;-)

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Lewada, krupada i kapriola

Odwiedzilam ostatnio Wiedeń- co to znaczy???
Widziałam je tylko przez szybę, ale i tak tętno mi skoczyło.
Chodzi o Reitschule
Tradycje, z których wyrosła Hiszpańska Dworska Szkoła Jazdy, datuje się na ponad 450 lat wstecz (przyjmując za rok powstania 1565, ewentualnie 1572)[5][4][2], czasami nawet umieszczając początki tej szkoły w roku 1500[1], kiedy w Wiedniu powstała dworska szkoła jeździecka przeznaczona dla dzieci arystokratów i rodziny panującej. W roku 1521 do Wiednia sprowadzono konie andaluzyjskie, co miało związek z arcyksięciem Ferdynandem I Habsburgiem, bratem króla Hiszpanii Karola I. Zwierzętami opiekowali się wykwalifikowani trenerzy oraz jeźdźcy. Z roku 1735 pochodzi obecny budynek szkoły (rajtszula) autorstwa architekta Josefa Emanuela Fischera von Erlacha (syna Johanna Bernharda) wzniesiony na zlecenie Karola VI Habsburga[5].
Białe (siwe) ogiery występujące w pokazach szkoły pochodzą obecnie z austriackiej państwowej stadniny mieszczącej się w miejscowości Piber[2] opodal Grazu[4]. Najlepszymi reproduktorami tej stadniny są też równocześnie właśnie te lipicany, które odbyły i zakończyły swoje szkolenie w Hiszpańskiej Szkole Jazdy[2].
Treningi rozpoczynają konie około czteroletnie[5][4]. Szkolenie w Hiszpańskiej Dworskiej Szkole Jazdy dzieli się na trzy etapy:
1.                      Remontenschule
2.                      Campagneschule
3.                      Hohe Schule (fr. haute école, pol. Wyższa szkoła jazdy)[5][4]
W pierwszym roku koń początkowo odbywa swoje ćwiczenia na lonży niedosiadany. Najpierw uczy się go posłuszeństwa i przyzwyczaja stopniowo do obiektu i przyszłych zadań, następnie także do jeźdźca. Wreszcie też można nauczyć lipicana, aby na komendę przechodził ze stępa w cwał i kłus. Drugi etap obejmuje ujeżdżanie i dresaż klasyczny, a koń uczony jest stawania dęba, nawrotów, także nawrotów w miejscu, poruszania się do tyłu i w boki przy zachowaniu poprawnej sylwetki. Trzeci etap rozpoczynający się zwykle po dwóch latach obejmuje figury pokazowe z zakresu „szkoły na ziemi”. Są to:
·                    piruet – figura polegająca na obrocie konia równocześnie stojącego dęba,
·                    pasaż – koń porusza się wolniejszym kłusem unosząc wysoko nogi i zawieszając je na chwilę w powietrzu,
·                    piaff – koń porusza się kłusem w miejscu unosząc wysoko przednie nogi.
Najlepsze spośród wierzchowców selekcjonowane są następnie przez trenerów i uczone figur zaliczanych do „szkoły nad ziemią” (Hohe Schule), z których szczególnie słynie Hiszpańska Szkoła Jazdy, takich jak:
·                    lewada – koń pod jeźdźcem unosi przednie nogi przenosząc ciężar na nogi tylne, ciało zwierzęcia w tej ewolucji ustawione jest pod kątem między 30, a 35 stopni,
·                    krupada – polega ona na wyskoku konia pod jeźdźcem z nogami podwiniętymi pod tułów,
·                    kapriola – wyskok konia z jeźdźcem w powietrze, tylne nogi zwierzęcia wyciągnięte są jak do wierzgnięcia, przednie nogi koń podciąga pod tułów, ma jednak wylądować równocześnie na wszystkich czterech nogach. Kapriola uchodzi za najtrudniejszą ewolucję wykonywaną w Hiszpańskiej Szkole Jazdy Konnej.





A potem zobaczyłam zwykłe uliczne wałachy i czar prysnął... znowu wolę krakowskie powozy, zobaczcie:






niedziela, 13 listopada 2016

Koń galopujący w nieznanym kierunku wylądował na czerwonym dywanie



Zobaczyłam w telewizorze film War Horse, zrobiony przez S. Spielberga (!!!) – trzy razy to sprawdzałam, z niedowierzaniem… najpierw było słodko jak w HanaBarbara, potem jakieś okopy I Wojny Światowej -okropne sceny z przerażonym koniem w błocie i splątanymi drutami kolczastymi, które go uwięziły. Pomiędzy tym żałosna scena szarży kawalerii na karabiny maszynowe- najpierw wszystkie, powtarzam, wszystkie! konie dopadające  okopy wroga są bez jeźdźców- to ci dopiero ciekawostka… Następne ujęcie przedstawia z lotu… drona (dawniej ptaka) pole bitwy, na którym leżą równomiernie porozrzucane ciała koni i znowu ani jednego jeźdźca… hmmm  Dziwne to było i tandetne (drugi raz sprawdziłam reżysera).
Splot niewiarygodnych wydarzeń np.: wojsko niemieckie nie potrzebowało koni- kazało je pozabijać (takiego marnotrawstwa w życiu nie widziałam) spowodował, że koń (a nawet dwa, bo one bardzo się lubiły) trafiają do francuskiego gospodarstwa.  Jak to na wojnę przystało – jest i  rewizja w poszukiwaniu jedzenia i wszystkiego… gdzie na tę okazję został ukryty nasz koń, a nawet dwa?? Nie zgadniecie:  na poddaszu w sypialni pewnej nastolatki… HanaBarbara wraz z Disneyem by tego nie wymyślili… Ale cóż po takiej szelmowskiej akcji ratowania koni (oficer przeszukujący gospodarstwo miał coś ze słuchem- nie skojarzył hałasu z tupotem kopyt.. a może  nie wyobrażał sobie (jak i ja), że można dwa konie wąskimi schodami wtarabanić na poddasze i zrobić to w ciągu około 10 minut.. bo tyle mogło minąć od momentu zobaczenia nadjeżdżającego auta a wejścia Niemców do domu), gdy w następnym ujęciu bohaterka dosiada tego uratowanego konia (nie, już nie jest na strychu, zlazł sobie;-)) i wjeżdża galopem na wzgórze wprost we wraże ręce.  Niemcybowiem ganiają tam za czyimiś kurami i inną zwierzyną. Staram sobie to wyobrazić- wiem, że jest wróg w mojej okolicy, dopiero co opuścił mój dom, a ja radośnie jadę, gdzie oczy poniosą i nie zastanawiam się, za którą górką na niego wpadnę…
Po tym następuje  przejmująco wzruszająca scena obierania konia  z tych kolczastych drutów, gdzie ramię w ramię jeden Anglik i jeden Niemiec, wylazłszy z wrogich okopów przecinali kleszczami druty. Niemiec rozmawiał z Anglikiem po angielsku - co nie dziwiło, w sumie jest to naród kształcony (Anglik po niemiecku pewnie nie umiał, co też nie dziwiło), ale jak tenże Niemiec zaczął wołać po angielsku do swoich druhów, prosząc ich o kolejne nożyce, to  mnie dziwić zaczęło i znowu sprawdziłam autora… nadal w opisie filmu tkwił S. Spielberg. 
Jakoś dotrwałam do końca po romantycznej scenie w szpitalu polowym, gdzie opatrywano koniowi rany (najpierw chcieli go tam zastrzelić- widać to jest normalne strzelanie do koni między szpitalnymi łóżkami…). Szczęśliwie się rozmyślili… (pewnie przemyśleli, że nie będzie jak wynieść końskiego trupa, na noszach się nie zmieści) ciekawe, czy kogoś z widzów to zaskoczyło;-). Potem nasze uczucia podbiła kolejna ckliwa scena z aukcji koni- cały oddział zrzucił się na wykup naszego bohatera… kolejna łezka… Kupuje go wreszcie dziadek wspomnianej nastolatki, co użyczyła koniowi swojego pokoju, a potem zginęła we wrażych łapach.. zgwałcona uprzednio.. ale że HanaBarbara czuwała, tego nie powiedziano. I tu mnie zaskoczył scenarzysta – ja już widziałam oczami wyobraźni, że nasz koń bohater dosiadany przez równie bohaterskiego żołnierza odnajduje dziewczynę i się z nią żeni… i żyją w trójkę i mają stadko maleństw…  ale niestety nie, tego absurdu nie było, co im zależało, jeden absurd więcej, czy mniej…   
Krok po kroku, łezka po łezce, dotarliśmy do ostatniej sceny, w której w świetle zachodzącego słońca jeździec oraz jego koń  witają się na jakimś kartoflisku w Walii z ....matką … nooo, tę scenę to już zerżnięto jak nic z Bollywood i to bez obciachu…




Myślę, że ta fotka świadczy o tym, że i na strych mogli go wtaszczyć, a ja się tylko czepiałam.




Jak się nie wie, to się da


Nie pisałam całe wieki… a dokładnie dwa miesiące, sorry, ale nie składało mi się…
Ostatnio po przerwie zawitałam też w stajni a tu śliczna srokata biało-brązowa  kobyłka na mnie czeka;-)) Siodłam tego słodziaka, grzyweczka, dupeczka, ogonek, kopytka, siodełko, gotowe;-) Wpada córka gospodarzy, gapi się na konika  przez moje ramię i pyta- a kopyta już robiłaś? Tak. Ona na to- I co?? A co ma być? – pytam zaskoczona. Okazało się, że kobyłka w poprzedniej stajni miała narowy i nóg dawać do czyszczenia nie chciała.
I tu wyszło mi po raz kolejny, że jak się czegoś nie wie, podchodzi do człowieka lub konia bez obciążenia, to się udaje. Gdybym wcześniej wiedziała, że z koniczkiem jakieś problemy, pewnie moja niepewność, spięcie byłoby dla niej wyczuwalne i uppppsss problem gotowy.
Kiedyś przeżyłam podobną sytuację ubierając konia na jakimś letnim obozie (byłam tam gościem), po ubraniu mu ogłowia zobaczyłam, że zbiegła się grupka dziewcząt wydających jakieś achy i ochy… ten koń nigdy nie dawał włożyć sobie wędzidła… jako że nie wiedziałam, to włożyłam… hahahaha

Muszę tę zasadę stosować bardziej powszechnie.. .  jak się nie wie, to się da;-))

sobota, 10 września 2016

Knight, Death and Devil

Szukałam grafiki Durera pt. Messenger, znalazłam coś takiego:

Rzeźba ilustrująca jego grafikę!!!! Gdzie to jest? Byłam parę lat temu w Norymberdze- ale nie widziałam takiej rzeźby. Ja tam muszę pojechać!!!! Co tam, że nie mam kasy, inni też nie mają. Marzenia trzeba spełniać, więc lecę badać, gdzie stoi ta rzeźba;-))





niedziela, 28 sierpnia 2016

W tym poście na koniu to ja i Eustachiusz (nie- on się modli)

Druga – powrotna część podróży Polska-Bułgaria upłynęła pod znakiem zachwytu nad uroczym miasteczkiem Sigishoara, w którym jak wieść gminna niesie urodził się Drakula, 
Żywych koni tam nie uświadczyłam ale, ale! Wystawiano grafiki Durera… no wiecie- mojejmiłości– i było tam parę takich z końmi- których wcześniej nie widziałam- ponoć na tej to Eustachius a nie Hubetus hmmm co ja tam wiem o męskich imionach...:


Doceniliśmy polską przynależność do Shoengen, kiedy mijaliśmy niezauważalnie granice między nami a Słowacją, natomiast Rumunia/Bułgaria witała nas koszmarnymi kolejkami aut. Raz dzięki „tubylczym” krewkim kierowcom, którzy dali sobie po razie (normalnie walili się po pyskach o to, który był pierwszy w kolejce, a który zajechał drogę) przejechaliśmy jako wybrańcy losu przez awaryjnie otwartą dla cudzoziemców bramkę. 
Ostatnią noc spędziliśmy na Słowacji- i tu - w kontraście do Rumunii i Bułgarii jest pełno stajni, klubów, miejsc na pojeżdżenie- więc to zrobiłam;-)
U Bielovo Kunia – instruktor nie był co prawda pracoholikiem, chociaż wyczyścił i osidłał za mnie konia ale hahaha pierwszy raz widziałam, żeby lewą tylną nogę konia czyścić stojąc z jego (konia znaczy) prawej strony. Sam koń nie umiał tego zrozumieć- mimo, że łeb ma wielki, i jako dobrze wychowane zwierzę ciągle podnosił  tę prawą. 
Na maneżu grzecznie zapytałam- co mam robić a instruktor radośnie powiedział- pani jeździ jak chce, bo ciężko polakowi zrozumieć słowacki język (hmmm????). Więc zarządziłam, żeby ustawił mi na moją wysokość – nie wzrostu- tylko kolan;-)) przeszkody, które tam sobie stały beztrosko i …poskakałam;-)) Było super i tylko jak zwykle nie było przy tym fotografa- mój mąż, który deklarował się zrobić mi fotkę zaginął w boju… hahaha nie znalazł mnie, chociaż miałam pomarańczowy porażający (to takie modne słowo) strój a maneż był na górce. Sytuację fotograficzną uratował ten  niepracoholiczny instruktor- jego permanentne korzystanie z telefonu zaowocowało paroma fotkami i przegraniem mi nawet przez bluetootha. Potem mój telefon porażony tą akcją grzał się i płonił (to takie stare słowo określające dziewice (najczęściej), no bo akcja była dla niego dziewicza, w rezultacie rozładował mi się ale zdjęcia mam!!


PODRÓŻ DO BABAGAG BYŁA JEDNA Z NAJPIĘKNIEJSZYCH WAKACYJNYCH PRZYGÓD! 
PS zdjęcia nadejdą później... ciągle idą gdzieś... za górami, za lasami- w sumie Słowacja własnie tam jest... haha Dojdą to będą;-)